Przejdź do treści

Abyśmy byli jedno. Ekumenizm z mojej perspektywy.

Od jakiegoś czasu widzę mocno, że Bóg wkłada w moje serce pragnienie jedności w Kościele. I kiedy tylko poruszę ten temat gdziekolwiek jestem, widzę, że nie ma zbyt dużego zrozumienia tego, o czym mówię i czym się dzielę. Nie chcę generalizować, ale chyba nie rozumiemy jeszcze ekumenizmu. Część z nas w ogóle go nie przyjmuje, inni mówią, że jest niekatolicki, albo, że jest całkowitym odejściem od doktryny Kościoła, że jest zdradą tego co nasze. Jak wtedy rozmawiać? Nie mam pojęcia. Wtedy wołam tylko: Maranatha. Przyjdź Panie Jezu.

Na samym początku zacznę może od tego, jaka jest definicja ekumenizmu. Greckie οικουμένη – oikumene oznacza tyle co zamieszkana ziemia. Myślę, że już w tym detalu możemy zobaczyć wiele. Od razu – abstrahując trochę od głównego tematu – przychodzi mi do głowy obraz, w którym wiele narodowości mieszkało niegdyś, no i nadal mieszka, obok siebie we względnej harmonii. Wspólne cele, jeden sposób funkcjonowania, który zakłada tolerancję, współdziałanie, po prostu miłość do tych, którzy są inni, ale którzy żyją razem z nami, nadaje charakter tym społeczeństwom. Wracając: ekumenizmem, powołując się na wspólne wyznanie wiary wszystkich chrześcijańskich denominacji, można nazwać ruch chrześcijański rozwijający się w obrębie katolicyzmu, prawosławia i protestantyzmu, który dąży do przywrócenia pierwotnej jedności w ramach jednej, świętej, powszechnej i apostolskiej wspólnoty.

Można już na samym początku zauważyć, że ten ruch jest potrzebny z każdej strony. Co to zakłada? Że spotykamy się razem na płaszczyźnie zrozumienia i – jak powiedział abp Ryś na jednym ze spotkań z pewnym duszpasterstwem akademickim w 2016 roku:

(…) nie chodzi o wiedzę, ale, że chcę czerpać z duchowych darów złożonych w tym Kościele, tzn., że jestem przekonany, że Duch Święty w tym Kościele działa i jestem ciekawy co Duch Święty w tym Kościele sprawia. 

Zastanawiam się, czy znając chrześcijan innych wyznań, będąc ich przyjacielem, towarzyszem w odkrywaniu wiary i poznawaniu Boga, można nadal z taką samą gorliwością mówić, że jest się przeciwnym nurtowi ekumenicznemu. Kiedy staję obok moich znajomych protestantów (prawosławnych niestety nie znam) i widzę, z jaką gorliwością wołają Ojcze nasz, ściska mnie serce, bo widzę w nich dokładnie tą samą gorliwość, która płonie w moim wnętrzu. Nieprawdopodobne jest to, ile mamy ze sobą wspólnego. Łączy nas wspólna wiara w Boga Jednego w Trójcy, wiara w nieskończoną Bożą miłość, która odkupiła nas i która zaprasza nas do spotkania w modlitwie, w natchnieniach Ducha Świętego, który jest w nas sprawcą wszystkiego chcenia i działania, wiara, że Jezus Chrystus oddał za nas swoje życie, bezgranicznie oddając się, będąc Barankiem łagodnym i milczącym, w ręce ludzi chcących zabić Niewinnego. Łączy nas pragnienie jedności w Kościele, który jest naszym domem. Tak samo patrzymy na Niebo, które wylewa na nas niezliczone łaski. Wszyscy czekamy na powtórne przyjście Jezusa w chwale, śpiewamy psalmy i hymny pełne Ducha, wychwalając Jego nieskończone Królestwo, które nadchodzi. Łączy nas jeden chrzest, dzięki któremu staliśmy się dziećmi Bożymi i który wszczepił nas we wspólnotę wierzących. To przez chrzest zostaliśmy uwolnieni od śmierci, a Bóg ofiarował nam za darmo swoją łaskę oraz swoje życie.

Oczywiście, że można wyliczać, co nas dzieli. Tylko po co? Każdy z nas doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma między nami pełnej komunii. Cierpimy, że nie możemy stanąć przy jednym ołtarzu, gdzie Bóg daje nam się żywy i prawdziwy. Ale naprawdę – to nie jest powód, żeby siebie odrzucać. Kiedy czytam fragment z Ewangelii Jana, kiedy Jezus modli się, żebyśmy byli jedno, nie umiem oprzeć się  wrażeniu, że Pan doskonale wiedział, że nasza ludzka natura, prędzej czy później, doprowadzi Kościół, który On ukochał, do podziałów. Jeśli ktoś powie mi, że to zbyt daleko idące wnioski, odpowiem, że całkiem możliwe. Ale jeśli Słowo Boże aktualizuje się tu i teraz, to wiem, że Jezus cierpi, kiedy Jego bracia, stają do siebie w pozycji kontry. Przez aktualizację rozumiem nierozmywanie sensu Bożego Słowa, ale o odczytywanie go w kontekście dzisiejszego świata oraz Tradycji, która przechowywana jest w Kościele. Bo jak miało ono zbawczą moc kiedyś, gdy Jezus mówił do Apostołów, tak samo Kościół odkrywa Je dzisiaj, jako pełne mocy i przenikające serca Boże wezwanie. Jeśli mam jednego Tatę, mojego kochanego Abbę, którego dzielę z tyloma milionami innych Dzieci Bożych, to ciężko mi wytoczyć oręż nienawiści i niezrozumienia w stronę jakiegokolwiek człowieka.

Na tym samym spotkaniu abp Ryś powiedział słowa, które dla mnie są niebywale ważne:

Pogląd, że protestant ma się przyłączyć do Kościoła katolickiego nie jest katolicki, a radykalny katolik powinien wyznawać to, co głosi Kościół katolicki (…) Oczywiście wobec prawosławnych, protestantów, żydów i muzułmanów mam obowiązek mówienia o swojej wierze i ucieszę się, jeśli zechce zostać katolikiem, ale już dawno Kościół nie mówi o nawróceniu wszystkich na katolicyzm.

Ekumenizm to wymiana darów. Kiedy na jednym spotkaniu spotka się katolik z protestantem, to mogą ubogacić się tym, o czym Duch przekonuje ich Kościoły, w ich tradycji, w ich duchowości. Kiedy staję naprzeciwko mojego brata luteranina, nie chcę go nawracać, bo zdaję sobie szybko sprawę z tego, że, jeśli nawrócenie to kroczenie po Bożych ścieżkach, to w pierwszej kolejności nawrócenia potrzebuję ja sam. Metanoia – odwrócenie kierunku marszu, zmiana sposobu myślenia to moje zadanie. Moje w pierwszej kolejności.

Ktoś powie: A co z tymi wszystkimi nadużyciami, których dopuszczają się bracia reformowani? A wtedy ja zapytam: A co my zrobiliśmy z tym, co otrzymaliśmy od Boga, jako darmowy dar? Zmiana perspektywy jest tak bardzo potrzebna wszystkim nam. Nie tylko protestantom, ale również katolikom.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że jednym tekstem nie dotknę wszystkiego, co dotyczy ekumenizmu i jedności. I nawet nie zamierzam tego robić. Po prostu chciałbym zachęcić Was, którzy dotrwaliście do końca, żeby nie być takim bezdusznym w ocenianiu. Duch Święty – jak sami mówimy – wieje kędy chce, więc pozwólmy Mu robić to, czego pragnie. A obserwując to, co dzieje się w Jego Świętym Kościele od wielu lat, można powiedzieć, że Bóg ogromnie pragnie, żebyśmy byli razem.

Podział w Kościele to wielka rana w Ciele Jezusa. Nie powiększajmy jej. Niech się zabliźnia, niech nasze relacje będą uzdrawiane, umacniane, a miłość między nami niech rośnie, bo tylko ona jest gotowa przyjąć drugiego człowieka jako swojego brata w Chrystusie.

A na sam koniec Jan Paweł II. Encyklika „Ut unum sint”, punkt 22:

Na ekumenicznej drodze do jedności trzeba przypisać stanowczy prymat wspólnej modlitwie — modlitewnemu zjednoczeniu wokół samego Chrystusa. Jeśli chrześcijanie, pomimo podziałów, będą umieli jednoczyć się coraz bardziej we wspólnej modlitwie wokół Chrystusa, głębiej sobie uświadomią, o ile mniejsze jest to wszystko, co ich dzieli, w porównaniu z tym, co ich łączy. Jeśli będą się spotykali coraz częściej i coraz wytrwałej modlili do Chrystusa, będą mieli odwagę podjąć całą bolesną i ludzką rzeczywistość podziałów, odnajdując się w tej wspólnocie Kościoła, którą Chrystus stale tworzy w Duchu Świętym ponad wszystkimi słabościami i ograniczeniami ludzkimi.

***

Amen! Maranatha! Przyjdź Panie Jezu!