Przejdź do treści

Bóg mówi do mnie przez obrazy

Od pewnego czasu widzę, że Pan Bóg chce do mnie mówić przez obrazy. Pokazuje mi jakąś rzeczywistość i mówi: „Raf, tak właśnie wygląda moja rzeczywistość.” Albo: „Taki właśnie jestem!” Czasem się temu opieram, bo wydaje się to być nieprawdopodobnie dziwne, ale wtedy tłumaczę sobie, że w taki sposób Bóg przemawiał do ludzi wielu wieków i nie było w tym nic dziwnego. Czemu i dziś miałby tak nie przemawiać? Czemu nie do mnie?

Siedzę sobie w Dąbrowie Górniczej na Strefie Zero – spotkaniu, które za zadanie ma obudzić w chrześcijanach ducha modlitwy i jedności między wszystkimi wyznawcami Jezusa. Słuchamy tam nauczań, konferencji, modlimy się, uwielbiamy. Dobry czas. W przerwie – obiad. Ponieważ nie wykupiłem sobie obiadów tam, poszedłem się przejść i szukając miejsca, gdzie mogę się zatrzymać, znalazłem nieśmiertelną kebabiarnię. Dobry kebab nie jest zły! A jak dają tam jeszcze falafele, to już w ogóle miodzio!

Po kilku minutach siedzę już na ławce przy deptaku i zajadam obiad popijając go ulubionym Sprite’em. Nagle podlatuje gołąb. Myślę: „O nie! Ty latający szczurze! Nic ode mnie nie dostaniesz!” I przypominając sobie chwile, w których zostałem „obdarowany” nie raz przez gołębie na krakowskich Plantach, gołębiem wzgardziłem. I nie wiem czemu, chwilę później rzuciłem mu kawałek tortilli. Chudy gołąb wziął się za jedzenie, za moment jednak podleciał ptak-tłuścioch i odgonił tego pierwszego. Pomyślałem, że jak rzucę drugi kawałek, to każdy zajmie się swoim i wszyscy będą zadowoleni. I im więcej rzucałem, tym więcej było nieruszone, natomiast między ptakami zaczęła się wojna. Gruby dziobał chudego po skrzydłach, a tamten uciekał.

Co Bóg mi przez to pokazał?

Zobaczyłem jasno pewną rzeczywistość. Jestem na spotkaniu ekumenicznym, gdzie katolicy przemawiają do protestantów i gdzie protestanccy pastorzy ożywiają wiarę w katolikach. Jestem na spotkaniu, gdzie ręka w rękę różne denominacje chrześcijańskie wołają o Ducha Jedności dla całego wierzącego w Jezusa świata. W pokoju.

Drugi obraz: Bóg daje nam Słowo. Swoje Słowo. Daje nam natchnienia, daje nam znaki, daje nam rzeczywistość, którą On swoją obecnością chce zmieniać, daje nam przestrzeń, żebyśmy RAZEM mogli wołać o Jego powtórne przyjście, daje nam braci, z którymi nie zawsze możemy się zgodzić, ale do których możemy wyciągnąć rękę w geście miłości i zrozumienia. Bóg rzuca nam tortillę, my natomiast zamiast najeść się do syta, wolimy dziobać się po zadkach i skupiać się na walce. Wszyscy wierzący w Jezusa, gdziekolwiek byśmy się nie urodzili, mamy zadanie, aby karmić się Jego Słowem. Bardzo potrzeba nam zrozumieć zdania: „Miłujcie się WZAJEMNIE, tak jak Ja Was umiłowałem!” oraz „Aby się stali JEDNO!” oraz „Ojcze NASZ, któryś jest w Niebie.”

Mamy wspólny cel, choć inne drogi. Ale czy to oznacza, że musimy się kąsać? Podkreślać podziały, na których powstanie przecież w ogóle nie mamy wpływu? Przecież możemy szukać tego samego Boga, Jednego i Jedynego, w zgodzie, pragnieniu jedności i miłości do ludzi, którzy są inni niż my!

Głupie gołębie dały mi do myślenia, że często wylewamy dziecko z kąpielą. Zamiast brać to, co daje Ojciec, skupiamy się na tym, co naprawdę jest drugorzędne.

Boże, nie chce być takim gołębiem!

Bądź pierwszym, który skomentuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *