Przejdź do treści

„Cieszę się że jesteś ze mną, Samie. Tutaj, w ostatniej godzinie świata.”

Zabieranie się za tekst o przyjaźni kojarzy mi się z próbą przejścia jakiejś niesamowicie wysokiej góry. Dla mnie to trochę szaleństwo, brawura i swojego rodzaju głupota. Nie wydaje mi się, żeby udało mi się choć trochę ująć w słowa to, czego doświadczyłem w ciągu całego mojego życia, a co wyraźnie zobaczyłem, poprzez filmowy obraz w czasie kolejnej już nocy spędzonej w kinie na maratonie reżyserskich wersji kultowego filmu „Władca Pierścieni”. Spróbuję przynajmniej liznąć tego, co zobaczyłem w tym filmie po raz kolejny. Kilka scen rozwala mnie zawsze bardzo mocno.

Co znaczy dane słowo? Kiedy Frodo decyduje się odejść i pokonać dalszą część drogi do Mordoru w samotności, Sam ryzykuje swoje życie, wchodząc do głębokiej rzeki nie umiejąc pływać. Co to oznacza?

„Obiecałem!” – mówi Samwise.

Wartość obietnicy, danego słowa – to sprawa honoru, ale i miłości, którą obdarza się przyjaciela. Kiedy dobrze nam się układa i zgadzamy się w tym, co nas dotyczy – wszystko jest w porządku. Spędzamy razem czas, razem się bawimy, rozmawiamy. Sprawdzianem staje się śmiertelna próba, której zostaje poddany młody Baggins. Sam wpatrując się głęboko w oczy Froda zapewnia go, że ta trasa, choć przeznaczona Frodowi, staje się przez miłość również jego udziałem. I nie ma bata – pójdą tam razem! Czy to nie jest fantastyczne?!

Życie – jakkolwiek patetycznie to zabrzmi –  to pole bitwy. Dostajemy raz za razem, albo cios, albo wiatr w skrzydła. W każdym razie, bez przerwy z czymś się zmagamy. Kompan, który idzie obok Ciebie nazywając się przyjacielem, nigdy nie zastąpi Cię w wykonaniu tego, co jest Twoim zadaniem. Pierścień, który trzeba zniszczyć to Twoje brzemię. Nie ma innej opcji. Nikt nie wyręczy Cię w wykonaniu i spełnieniu swojego zadania, powołania, posłannictwa. Ale jak daleko doszedł by Frodo, gdyby nie miecz Aragorna, łuk Legolasa, topór Gimliego? Drużyna to drużyna. Wszyscy mają inne zadania, ale cel ten sam. I kiedy pod samą już Górą Przeznaczenia Frodo pada ze zmęczenia, Samwise bierze go na swoje barki i potykając się co krok, niesie go do celu, który choć tak blisko, wydaje się być nie do zdobycia.

Przyjaźń często rozbija się o codzienność. W nadętych słowach każdy z nas jest dobry! Ale kiedy trzeba poświęcenia – no to tu już bywa różnie. Zrezygnować z siebie, żeby oddać siły w służbie druha – to zadanie, które weryfikuje niejedną znajomość. Przyjaźń to dbanie o najmniejsze detale. To wiedza o tym, co dzieje się w drugim, nieustanna ciekawość i pragnienie spotkania. Przyjaźń to ciągłe życzenie komuś jak najlepiej, to bycie blisko szczególnie wtedy, kiedy ktoś rozsypany i rozwalony na kawałki próbuje poskładać siebie w całość. Wydaje mi się, że wtedy najważniejsze jest po prostu bycie. Podnosisz głowę za tego, który zgięty w pół, swój wzrok ma utkwiony w ziemi. Wtedy błogosławisz jego problem, jego łzy. Modlisz się. Oddajesz. Niesiesz jak Sam Froda, albo jak czterech niosło paralityka. Bycie obok w trudnym doświadczeniu to sedno każdej przyjaźni!

„Cieszę się że jesteś ze mną, Samie. Tutaj, w ostatniej godzinie świata.” – powiedział Frodo do Sama doceniając wspólną wyprawę.

Sami dobrze wiecie, jak bardzo ważna jest troska, a zwykły SMS o treści: „Co tam?” napisany bez powodu, potrafi wywołać nieprawdopodobnie duży uśmiech i radość. I ja osobiście – doceniam każdą taką wiadomość! Traktuje ją jako wyraz głębokiej sympatii!

Wiem też, że każdy taki przyjaciel to łaska! I nie wierzę w utarty stereotyp, że przyjaciela można mieć tylko jednego.

Za każdego życzliwego mi człowieka – szczerze Bogu dziękuję! A skoro obdarzył mnie co najmniej kilkoma przyjaciółmi to oznacza, że jest dla mnie bardzo dobry i bardzo hojny. Że jest po prostu #najlepszy!