Przejdź do treści

Co z naszą ufnością?

Pan: Dzień dobry! Poproszę zestaw obiadowy. Dodatki są mi obojętne. Proszę wybrać za mnie cokolwiek.
Ja: Zatem może być marchewka?
Pan: A nie. Marchewki nie chcę.
Ja: Czyli jednak nieobojętnie?
Pan: A no nie…

Wydaje mi się, że bardzo często, jako chrześcijanie powtarzamy Bogu: „bądź wola Twoja!” Weszło nam już to w krew. Wielu z nas mówi to nawet bardzo świadomie, bo czy może być coś lepszego od tego, co wymyślił dla nas Dobry Tato? On przecież wie, czego nam potrzeba, zanim Mu o tym powiemy. Zatem – „Boże, niech się dzieje, co chcesz! Wybierz dla mnie to, co uważasz za stosowne! Chcę poddać się Twojej woli we wszystkim, co mi dasz!”

A kiedy Bóg potraktuje nasze słowa całkiem poważnie – zaczynają się kłopoty. Mamy do Niego pretensje, że coś się w naszym życiu drastycznie i nagle zmienia, że nie potrafimy zapanować nad tym, co się wydarza. Wtedy zaczyna się modlitwa pełna żalu: „Panie, dlaczego mnie to spotyka?!”

Wierzę w to, że Bóg chce, żebyśmy na modlitwie byli szczerzy, żebyśmy Mu ufali, ale też żebyśmy odkrywali przed Nim nasze lęki, nasz strach o jutro, nasze uprzedzenia, fobie. On chce uzdrawiać nas mocą swojego Ducha. Nie bawmy się z Nim w piękne słówka tylko po to, żeby nasza modlitwa podobała się nam samym. Niech się Jemu podoba. Nawet jeśli miałaby być milczeniem.

Jeśli modlisz się o spełnienie Jego woli, to przyjmij ją nawet wtedy, jeśli nie spełnia Twoich oczekiwań.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *