Przejdź do treści

Czarne kropki na żółtych skarpetkach

Dystansu do siebie, do swojego wyglądu, ale w pewnym stopniu również do życia nabieram ostatnio w bardzo prosty sposób. Można by nawet powiedzieć, że w bardzo dziecinny, infantylny, niepoważny. Skarpetki. Mam fazę na te dziwne, kolorowe, niepasujące do żadnej części ubioru. A ponieważ moi przyjaciele zauważyli ten mój nowy sposób wyrażania siebie, więc na urodziny sprezentowali mi dość sporą kolekcję. Są w piwa, w niedźwiedzie jeżdżące na rowerach, są w tukany, w samochody, w ptaszki czy w inne banany.

Czasami lubię zrobić coś fajnego dla siebie, więc poszedłem do Happy Socks i kupiłem sobie takie, które są teraz moimi ulubionymi. Wściekle żółte w duże, białe i czarne buźki uśmiechnięte od ucha do ucha. Siedzę któregoś dnia w pracy i wrzeszczę do koleżanki:

– Patrz, jakie mam świetne skarpetki! Moje ulubione! – przeżywam, jak stonka wykopki.
– Nooo… W czarne kropki. – słyszę odpowiedź.

Są takie momenty w życiu niejednego z nas, że choćbyśmy mieli przed sobą same największe wspaniałości, to i tak zobaczymy to, co niedoskonałe. I nie jest to wina charakteru, czy czegoś w tym rodzaju. Czasami nasze oczy przykrywa smutek. Stajemy się bardzo skoncentrowani na naszych zranieniach, siniakach, które zostały nam kiedyś nabite. I choć mamy wokół siebie mnóstwo dobrych ludzi, pięknych wydarzeń, nie potrafimy tego dostrzec. A nawet jeśli widzimy to oczami, to brakuje nam predyspozycji, żeby zobaczyć sercem.

Ta sytuacja ze skarpetkami pokazała mi jedną rzecz: każdy z nas przeżywa swoje dramaty. I możemy mieć w nosie to, co przeżywa druga osoba. Wtedy nic z tego. Nigdy nie wyjdzie ze swojego dołka. Co zrobić? Jak pomóc? Co mówić? Zabrać na spacer? Na lody? Do kina? Na kawę? Naprawdę nie wiem. Jestem natomiast przekonany, że jest w nas – dobrych ludziach, o dobrych sercach, dobrych pragnieniach – jakaś intuicja, która pomoże nam pokierować rozmowę. Może stanie się ona oczyszczeniem?

W każdym razie – nigdy nie oceniajmy smutku drugiej osoby. To, co dla nas będzie się wydawać błahostką, dla drugiego może stać się górą nie do przejścia. To, co w nas wywoła lekki grymas na twarzy, u drugiego może wywołać ogromne łzy. Każdy z nas cierpi po swojemu. Każdy ma przecież to tego prawo: przeżywać, smucić się, płakać.  Mamy do tego prawo. Ale błagam – nie róbmy tego w nieskończoność. Chciejmy wychodzić z rozpaczy po nieudanych relacjach.

Świat naprawdę nie kończy się razem z zakończeniem pewnych relacji. Serio.

 

Bądź pierwszym, który skomentuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *