Przejdź do treści

Do kapłanów

Mam nadzieję, że to co napiszę w tym tekście, przez wszystkich zostanie dobrze zrozumiane. Nikomu nie chcę nic wyrzucać. Ale po wielu latach świadomego życia w Kościele, mam do Was Kapłani kilka słów.

Bardzo Was potrzebujemy! Czego najbardziej? Tego, co Jezus złożył w Wasze ręce. Dał Wam moc odpuszczania grzechów, łamania nienawiści, która gromadzi się w naszym sercach i głowach, a która często przypomina kajdany, grube łańcuchy. To one blokują nasze ruchy. Potrzebujemy Waszego świadectwa, tego, że będziecie nam mówić, jak bardzo Bóg potrzebuje każdego z nas, jak bardzo nas kocha i że nie brzydzi się nami, ale naszym grzechem. Potrzebujemy, żebyście potępiali słabości, nie nas. Liczymy, że będziemy słyszeć od Was Dobrą Nowinę o zbawieniu, a nie nowinę złą i tragiczną, mówiącą o tym, że nasze życie to turniej, w którym przychodzi nam stawać do walki dzień po dniu. Chcemy słyszeć o tym, że Bóg nasz grzech pokonał, że szatan to nie zawodnik równy Jemu, a tylko Jego zbuntowane stworzenie.

Nie liczymy, przynajmniej ja, na to, że będziecie idealni. Jesteście ludźmi i Wasze grzechy mnie nie obrzydzają. Więcej – one jeszcze bardziej pokazują mi, że Kościół jest Boży, a Wy jesteście widocznym znakiem Jego wybrania. Dzielcie się z nami swoim życiem. Chcemy widzieć, jak Bóg Was przemienia, jak Was uzdalnia do oddawania się Mu całkowicie. To dla nas piękne widzieć, jak żyjecie z Nim na co dzień. Chcemy się tego od Was uczyć.

Nie musicie stawać na ambonach i przy ołtarzach jako supergwiazdy. Nie musicie być zabawni, nie musicie znać się na budownictwie, konserwacji zabytków, ani na niczym innym. Nie musicie wykrzykiwać z ambon, że jesteście za Chorwacją. Lubimy, kiedy jesteście specjalistami od Ewangelii. Wystarczy, że podniesiecie Ciało Jezusa tak, żebyśmy i my mogli na nie popatrzeć i się przejąć. Nie musicie popisywać się znajomością niczego – Waszą pasją jest przecież Bóg. Lubimy patrzeć na Wasze wzruszone twarze, kiedy odpuszczacie grzechy, kiedy patrzycie nam w oczy z podniesioną do rozgrzeszenia ręką – nas też przenika ten sam dreszcz.

Wielu moich przyjaciół to kapłani. Imponują mi, kiedy widzę ich na klęczkach, a kiedy zamiast spotkania z nami wybierają modlitwę i mówią: „Przez godzinę mnie z Wami nie będzie.” Przejmuje mnie, kiedy nie wstydzicie się swoich sutann i habitów, kiedy my jesteśmy w garniakach, a Wy wciąż w prostej tunice.

A najbardziej lubię, kiedy doszukujecie się Bożego działania tam, gdzie my absolutnie go nie widzimy. To takie Wasze składanie rzeczywistości z Ewangelią, niczym puzzle, bardzo mi się podoba. Róbcie to wciąż i wciąż!

Chcę się za Was modlić, chcę widzieć, że i Wy o nas pamiętacie, że nie zostawiacie nas na pastwę losu, ale że przez Wasze doświadczenie i namaszczenie pokazujecie, gdzie jest sens.

I jeszcze jedno: błogosławcie nas! Tak bardzo tego potrzebujemy!