Przejdź do treści

Hejt. Rana zadana prosto w serce.

Wszyscy bardzo lubimy być doceniani, a to, co robimy, jeśli zostanie przez innych zauważone, dodaje nam skrzydeł. Wiem, że wielu jest takich, których jedyną motywacją jest bezinteresowność i miłość, natomiast zdaję sobie sprawę, że część z nas, choć robi piękne rzeczy, kryje w sobie ukrytą potrzebę aprobaty od innych. Tacy jesteśmy jako ludzie. Po prostu lubimy słyszeć o sobie dobre rzeczy, a te, które podważają nasze myślenie, bolą nas i sprawiają, że włącza nam się instynkt walki i udawadniania, że to właśnie my mamy rację. Dowód? Internetowe komentarze.

Kiedy raz na jakiś czas któryś z moich tekstów pojawi się na głównej stronie DEON.pl, przeżywam sporą radość. Wczoraj zadałem sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje. Stwierdziłem, że próżność jest we mnie na tyle duża, że odczytuje to jako gest docenienia tego, co w ciszy swojego pokoju wylewam „na papier”. Ale zaciekawiła mnie też inna rzecz, o której chcę się dzisiaj rozpisać trochę więcej.

Kiedy wysłałem mojemu bratu info, że może przeczytać mój tekst na portalu internetowym, chwilę później wywiązała się między nami taka wymiana zdań:

Ja: Ale co? Żadnego komentarza pod postem?! 
Brat: Cisza i bez hejtu. Kurde! 

Widzicie to? Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zauważyliśmy i na które, podświadomie i ze strachem ja osobiście czekałem, było to, w jaki sposób zostanę odebrany. Bo sami doskonale wiecie, ile hejtu wylewa się w sieci. To, w jaki sposób potrafimy się wypowiadać pod postami, artykułami, felietonami – przeraża mnie! Naprawdę. Ja sam, pisząc cokolwiek w Internecie mam niejednokrotnie w głowię myśl: „Pisz tak, wypowiadaj się tak, żeby zamknąć usta hejterom. Tak używaj słów, żeby nikt Cię nie zbeształ.” I wiecie co myślę teraz? To jest straszne!

Widzę, ile niezrozumienia jest w tych, którzy każdy możliwy temat potrafią zamknąć w kilku zdaniach. Znają się na każdym temacie, a podejmując problem, któremu inni ludzie poświęcają całe życie, rozwiązują go w zaledwie dwóch, trzech komentarzach. Mało tego. Zrobią to cynicznie, z wyższością, pogardą i tak wielką ironią, że ja dławię się i duszę od jej nadmiaru.

Inne pytanie. Ilu z Was przestało mówić, pisać dobre rzeczy, bo oberwało raz czy drugi? Wiem o tym: trzeba mieć twardy tyłek, żeby odsłonić się z tym, co dla nas ważne. Mocno czułem to wtedy, kiedy w dzień Finału WOŚPu postanowiłem napisać na fejsbukowym blogu, że zmieniam zdanie odnośnie do tego wydarzenia i że pierwszy raz wrzucam swoją dyszkę do puszki. Jeden z moich najdroższych przyjaciół napisał wtedy w komentarzu:

Nie boisz się ukamienowania? 🙂 Dobrze! 🙂

Odpisałem mu wtedy, że już nieraz oberwałem za to, co mam w sercu, więc jestem przyzwyczajony i gotowy na hejt. Ale czy na to da się przygotować? Przecież popatrz, od drugiego człowieka różnie Cię… wszystko! Jeśli nie będziesz w stanie przyjąć go właśnie takim, jakim jest, miniesz się z nim, nie spotkasz go, a już na pewno nie dasz mu możliwości do tego, żeby się przed Tobą otworzył i pokazał, co w nim jest najcenniejszego. A wiesz o tym, że skrywamy w sobie drogocenne perły? Te, za które Rolnik zapłacił całym swoim majątkiem i którymi cieszy się, jak największym skarbem? Myślisz, że masz prawo wypowiedzieć się na każdy temat? Że masz prawo powiedzieć wszystko o wszystkich? Jeśli to robisz, i co więcej, robisz to z wyższością – tak, jesteś hejterem, który niszczy we wrażliwych ludziach zdolność otwierania się przed innymi. Myślę, że hejt to zbrodnia zadana prosto w serce. Jeśli dzielisz się tym, co Twoje, robisz to, żeby innych obdarować sobą. Nie jesteś przygotowany na policzek.

Bieda, naprawdę, jest w nas wielka bieda, jeśli jeszcze zanim coś wypowiemy, zastanawiamy się, czy przypadkiem, ktoś nie będzie chciał od razu podważyć naszego słowa.

Bardzo cenię sobie dyskusję, która zatrzymuje się tam, gdzie ja sam wyznaczam granicę. Możemy się różnić wszystkim, ale trzeba nam – jak powiedział to ostatnio w wywiadzie w Onet Rano Szymon Hołownia – spotkać się później na herbacie. Co to oznacza? Zobaczyć w sobie i w swoim rozmówcy człowieka zbudowanego z konkretnych doświadczeń i potrzeb. Jesteśmy tacy, a nie inni, ponieważ przeżyliśmy wiele, naprawdę wiele. Nie wiem, jaki bym był, gdybym doświadczył tego, co mój kumpel z ławki na studiach, którego znieść nie mogę. Nie wiem, jak wyglądałoby moje życie, gdybym musiał na co dzień walczyć z takimi trudnościami, z jakimi codziennie boryka się mój sąsiad, czy kolega z pracy.

Zanim napiszesz cokolwiek w komentarzu, zastanów się, po co to robisz. Czy Twoją motywacją jest dobro drugiego, czy po prostu za wszelką cenę chcesz pokazać, że prawda jest po Twojej stronie. A Ty, który udzielasz się w sieci – nie bój się! Cenne jest to, co robisz. Nawet jeśli miałaby skorzystać z tego tylko jedna osoba. Warto.