Przejdź do treści

Nie obok. Razem.

Postanowiłem się wczoraj jakoś religijnie podbudować, więc poszedłem na majówkę do franciszkańskiej bazyliki w Krakowie. Już na krużgankach spotkałem znajomych, więc „gadka-szmatka”, „co tam u Was” i w ogóle. Ruch jak w ulu. Kilka sal zajętych przez różne grupy i akcje, które na co dzień dzieją się przy kościele braci. W jednej salce Kurs Alpha, w drugiej uwijają się z dywanami, bo za 30 minut rozpoczyna się czuwanie w duchu Taize. Obok, w bazylice, trwa Msza Święta, po której zostaną zainaugurowane majówki w dość rozbudowanej formie (jeden ikos Akatystu, potem litania na wybraną przez kantorów melodię, krótkie słowo kapłana, potem pieśń maryjna). Miałem wczoraj też wielką ochotę wybrać się do pokoju modlitwy, który animuje wspólnota Głos na Pustyni.

Kościół to dom. Zrozumiałem to, kiedy wczoraj modląc się kanonami ułożonymi przez braci z Taize uświadomiłem sobie, że w naszej wspólnocie, którą przecież z woli Boga tworzymy, jest wiele pokoi, a każdy z nas może pójść tam, gdzie chce. W samej tylko bazylice przy Franciszkańskiej, w sam tylko poniedziałek, działo się tak wiele, a każdy, kto tylko miał ochotę spotkać się z Bogiem, mógł zrobić to w sposób dla siebie odpowiedni. Albo zaczynasz i układasz wszystko od nowa z Alphą, albo medytujesz ikonę krzyża śpiewając proste słowa pieśni, albo wznosisz ręce w uwielbieniu i błogosławisz każdą dziedzinę ludzkiego życia z tzw. potocznie „wspólnotą charyzmatyczną”, możesz też duchowością ludową wyśpiewywać cześć Maryi w majówce.

Kościół jest niesamowicie bogaty w grupy i obszary, gdzie każdy z nas może najzwyczajniej w świecie się odnaleźć. To nieprawdopodobne bogactwo, które daje nam dobry Bóg, to płaszczyzny, w których On oddaje się w nasze ręce w swoim Słowie, w swoim Ciele, w swoich natchnieniach, w swoim Duchu.

Nie będę ukrywał, że bardzo smuci mnie, kiedy ktoś chce przyblokować nowe inicjatywy, które w naszych wspólnotach rodzą się, jak grzyby po deszczu. Bóg chce mówić do Kościoła, chce ciągle go ożywiać. I jak wielu jest nas, chrześcijan, tyle duchowości! Spotykać się z Bogiem, który daje nam się poznać i doświadczyć – to niesamowita łaska! Nie patrzmy krzywym okiem, że ten modli się głośno, a ten wznosi ręce. Nie oceniajmy ziomka siedzącego w ostatniej ławce na nabożeństwie, którego my za Chiny Ludowe zrozumieć nie możemy! Zauważ, że modlitwa to spotkanie z Bogiem, który kocha i który wzbudza pragnienia. I jeżeli w tym właśnie momencie Bóg porusza moje serce do spontanicznej modlitwy – no to amen! Niech tak będzie!

Jesteśmy różni, ale Bóg jest ten sam! Przez wielki! Żyjmy nie obok siebie, ale razem! 

I przychodzi mi do głowy jeszcze jedna rzecz. Biblijna. Pamiętacie, kiedy Gamaliel usuwa ze zgromadzenia sądzonych Apostołów i ostrzega tych, którzy chcą im zrobić krzywdę:

„Mężowie izraelscy – przemówił do nich – zastanówcie się dobrze, co macie uczynić z tymi ludźmi. Bo niedawno temu wystąpił Teodas, podając się za kogoś niezwykłego. Przyłączyło się do niego około czterystu ludzi, został on zabity, a wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni i ślad po nich zaginął. Potem podczas spisu ludności wystąpił Judasz Galilejczyk i pociągnął lud za sobą. Zginął sam i wszyscy jego zwolennicy zostali rozproszeni. Więc i teraz wam mówię: Odstąpcie od tych ludzi i puśćcie ich! Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta myśl czy sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga pochodzi, nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem”.

Bądźmy bardzo ostrożni i nie oceniajmy duchowości ludzi obok. Żeby się przypadkiem nie okazało, że walczymy z samym Bogiem…

Facebook: https://www.facebook.com/patrzaczgory/
Instagram: https://www.instagram.com/patrzaczgory/
Gmail: patrzaczgoryblog@gmail.com