Przejdź do treści

Nie potrafię zapomnieć ich uśmiechów.

Światowy Dzień Ubogich, który w Krakowie stał się Tygodniem, to dla mnie wydarzenie przełomowe. Dlaczego? Ponieważ całkowicie zmienił optykę mojego myślenia, postrzegania, doświadczania rzeczywistości. Wchodząc do Namiotu Spotkania wypełnionego ludźmi ubogimi i bezdomnymi, powtarzam: ludźmi, zaczynałem czuć, że jestem w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie i z odpowiednimi ludźmi. Trzy historie. Imiona zmieniam. Dialogi parafrazuje. Pozostaje prawdziwy sens, tak, prawdziwe są te przeżycia. 

#1

Ja: Kurde, wyglądasz jak wolontariusz, a nie jak bezdomny. Panie kochany, o co chodzi?

Hubert: Nie mów mi przez „pan”. Jestem niewiele od Ciebie starszy. No jak to o co chodzi? O alkohol chodzi. Straciłem już przez niego wszystko. Żonę, mieszkanie, pracę. Na szczęście nie mieliśmy dzieci.

Ja: Ale nie wyglądasz na alkoholika! Wyglądasz świetnie. Dalej nie rozumiem!

Hubert: Nigdy nie zrozumiesz. Bo nie pijesz. Jestem świetnym budowlańcem. Zbudowałem już dziesiątki domów. Ja potrzebuję tylko na chwilę geodety ze sprzętem, a zaraz potem biorę się za budowanie. Od zera wybudowałem już niejeden dom. Potrafię nie pić i pół roku. A potem przychodzi ten demon i tracę wszystko. Przez półtora miesiąca. Nie pamiętam wtedy nic. Nie ma mnie. Nie wiem gdzie śpię. Nie wiem nic.

(…)

Ja: Jak mogę pomóc takim ludziom jak Ty? Przecież ja na odległość widzę, że masz dobre serce! Nie możesz skończyć tak swojego życia!

Hubert: Nie możesz nam pomóc. Nic możesz zrobić nic. Nic. Dopóki sami nie będziemy chcieli, nic nie możesz. To nam musi zależeć. Ja już jestem po kilku terapiach, odwykach. Ja znam wszystkie mechanizmy. Umiem sobie wszystko wytłumaczyć. I co z tego? Chcę – nie piję. Zadecyduje, że tylko jedno piwo i nie ma mnie przez całe tygodnie. Jeśli alkoholik nie będzie chciał zrobić porządku ze swoim życiem – nic nie możesz zrobić. No chyba, że jesteś wierzący Rafał. To wtedy się módl. Módl się, żeby nam się zachciało.

#2

Oskar: Ku*wa. No i rozładuje mi się telefon. A w tym pier*****ym namiocie brakło akurat prądu. Nie sprawdzę, ile było w meczach! – mówi do siebie młody chłopak, który akurat przechodzi obok mnie.

Ja: Lubisz piłkę, co?

Oskar: No lubię. Czemu miałbym nie lubić? Beka.

Ja: Pogadamy chwilkę? Jak Ci w tym namiocie? Gdzie mieszkasz na co dzień?

Oskar: W noclegowni. A w namiocie jest spoko. Pogadać można. Zobaczyć coś fajnego. Ej, stoimy chyba na środku i ludziom przeszkadzamy. Idziemy na bok?

Ja: No jasne, możemy. Co robisz w życiu? Masz kogoś? Czy jesteś sam?

Oskar: Brat siedzi, ojciec nie żyje, a matka? Nawet nie wiem. Zostawiła mnie. Mam w nią wyjeb**e. A ja jestem sam. No może czasem z ziomkami. Razem pijemy, a i dragi czasem wskakują.

Ja: Czyli co? Od początku pod górkę? Chociaż wyglądasz dobrze. Ktoś Ci musiał dać te ubrania, skoro sam nie zarabiasz.

Oskar: A dostałem to od takiej pani. Miła jest dla mnie. Ale chyba za bardzo. Nie wiem o co jej chodzi tak naprawdę.

Ja: No jak to o co? Masz niewiele ponad 20 lat. Wielu chce w Ciebie zainwestować, bo nie chcą, żebyś skończył zaćpany, czy zachlany. W Ciebie trzeba inwestować.

Oskar: A co ty pier***isz. Nie ma dla mnie już zbytnio perspektyw.

Ja: Teraz to Ty pier***isz. Masz tu mój numer. Pisz albo dzwoń, jeśli będziesz czegoś potrzebował. Nie mam zbyt wiele kasy. Ubrań Ci nie kupię. Dragów tym bardziej. Ale zobaczyć się możemy. Jeśli byś chciał.

Pogadaliśmy. Powiedziałem mu jakoś w przelocie, że idę dziś do kina. Po seansie dostaję SMSa od nieznanego numeru. Wiadomość: „Jak film?” sprawia, że zaczynam się rozglądać po korytarzu kinowym, zastanawiam się, czy jest tu gdzieś ktoś, kto mnie widział, a kogo numeru nie mam zapisanego w telefonie. Myślę. Przecież tylko ziomkowi z mieszkania mówiłem, że idę dziś na randkę do kina. Nigdy bym się nie spodziewał, że Oskar napisze. Nawet nie brałem go pod uwagę. Kiedy na to wpadłem, to aż krzyknąłem. Tak. To był on. Całą wymianę SMSów zakończył prozaicznym tekstem: „Do zo. Kolorowych! XD”

#3

Ja: Co się Pani tak błąka? Mogę jakoś pomóc? Pomarańczowa koszulka gotowa do akcji! – zażartowałem.

Helena: Pomóc? Mi pomóc? Chyba pomóc umrzeć. Widzisz jak wyglądam? Pomóc.

I poszła.

Zapytałem wczoraj na InstaStory (@patrzaczgory), czego my się boimy widząc bezdomnego. Zapach, ich agresja, alkohol – wszystko to sprawia, że ich omijamy. Wybieramy inne ścieżki na Plantach. Zaraz potem pojawia się ocena. I nie ma co się dziwić. Od zawsze mamy ukazywaną tylko tę stronę bezdomności. „To ich własny wybór.” – mówimy. Tylko czy na pewno?

Szczerze zadałem sobie pytanie, jak mogłoby wyglądać moje życie, gdyby zmarł mój tato, moja mama zostawiłaby mnie dla swojego nałogu, a mój brat, czy siostra siedzieliby w więzieniu za naprawdę złe rzeczy. Zastanawiałem się, czy jako 16-letni chłopak byłbym w stanie poradzić sobie z tymi wszystkimi obrzydliwościami, z takim bólem. A czy, gdyby pojawili się wokół mnie ludzie łudzący mnie tanimi pocieszeniami, byłbym w stanie powiedzieć otwarcie, że nie jestem nimi zainteresowany.

Im jestem starszy, tym bardziej przestaje myśleć kategoriami 0-1. Życie nie jest takie proste. Możemy stanąć naprzeciwko tego Namiotu Spotkania z Małego krakowskiego Rynku i wzgardzić tą rzeszą ludzi, o ile jeszcze ich w nich widzimy. A nie wymyślam tego i nie dramatyzuję. Rozmawiałem z tymi „normalnymi”. Czasami jest w nich/w nas tyle pogardy, że szkoda gadać. A ci z namiotu – mają imiona, trudną historię, swoje własne marzenia, pragnienia i potrzeby. Mają też wiele do powiedzenia. Znajdziesz wśród nich budowlańca, farmaceutę, ślusarza, śpiewaczkę. Tak – to są konkretne osoby z konkretną drogą. Zobaczyć w nich kogoś więcej niż biedaka to zadanie tych, którzy mówimy o sobie chrześcijanie, uczniowie Jezusa, Dzieci Boże.

Wiesz, że Bóg kocha ich tak samo jak Ciebie? Że ich życie jest dla Niego tak samo cenne? Że ich życie podtrzymuje ten sam Duch, którego Ty wzywasz z podniesionymi rękami? Wiesz, że oni mają piękne uśmiechy? Poczucie humoru? To prawdziwe skarby ukryte pod kilkoma warstwami ubrań. Wiesz. Żeby nie zamarznąć.

Nie umiem napisać nic więcej, choć w głowie mam tysiące myśli. Przepraszam.

Ciągle mam przed oczami ich uśmiechy. Są najpiękniejsze.