Przejdź do treści

O dzieleniu

Kiedy w połowie czerwca zeszłego roku podjąłem decyzję o zrealizowaniu swojego małego marzenia, jakim było założenie na Facebook’u bloga, nie myślałem, że dziś będę siedział i na podstawie tego wydarzenia zobaczę, jakim jestem hipokrytą. Paradoksalnie to, co w moim mniemaniu miało ludzi w pewien sposób zjednoczyć, w mojej głowie stało się okazją do podzielenia ludzi z mojego środowiska.

Kiedy wczoraj leżałem i nie mogłem zasnąć, dostałem wiadomość od mojego kumpla z poprzedniej pracy. W wiadomości był screen ekranu, na którym widniało info, że strona tego bloga, tu z DEONu, nie istnieje pod podanym przeze mnie adresem. Po prostu źle skopiowałem link.  No i wszystko fajnie. Link poprawiłem, strona działa, a ja rozmawiam z kumplem.

Ja: Już wszystko działa. Serio wszedłeś na mojego bloga?! – pytam zaskoczony.
Kumpel: No jasne, że wszedłem! Czemu miałbym tego nie zrobić? Mój kumpel z pracy (byłej) opisuje swoje super przeżycia! (…) I spoko się czyta te Twoje „wypociny”.
Ja: Nigdy bym się nie spodziewał, że czytasz!
Kumpel: Proszę Cię. Kim ja jestem, żeby się spodziewać? Szary gość, jeden z kilku miliardów.
Ja: No, cześć chłopaków raczej prześmiewała moje przekonania. Więc zawsze to mega miłe, jeśli ktoś dostrzeże w tym jakieś dobro.

Podzieliłem swoich znajomych na dwie grupy: na tych, którzy są mocno zaangażowani w Kościół, więc to co pisze będzie się im absolutnie podobało oraz na tych, dla których Kościół nie jest domem, więc pewnie mają głęboko to, co próbuje przekazać na tym moim małym kawałku podłogi, jakim jest mój blog.

Nagle pojawia się koleś, który, wydaje się, reprezentować trzecią grupę. Jest, pracujemy razem, lubimy się, on na co dzień nie pokazuje, że szanuje to, co robię. Ja natomiast uważam, że on na pewno nie jest zainteresowany tym, co chce przekazać, ponieważ „nie gra ze mną do jednej bramki.”

Przyszło mi do głowy, tak już trochę abstrahując od tego, co napisałem powyżej, że często lubimy dzielić ludzi ze względu na to, co robią, kim są i jak spędzają swoje życie. Siedzimy zamknięci w tym, co nasze i nie mamy nawet pojęcia o tym, że istnieją na świecie ludzie, (ba!, są obok nas!), którzy prowadzą niebywale głębokie życie wewnętrzne. Tak! Może nie takie jak my, może nie w Kościele, ale jednak bardzo wartościowa i pełna dobrych myśli może być rozmowa z tymi, na których nie mamy czasu na co dzień.

Bardzo Ci dziękuję ziomku! Jeśli to czytasz, to wiedz, że otworzyłeś mi oczy na fakt, że każdy z nas – choć jest różny – jest w głębi serca dobry! Niebywale dobry! Potwornie dobry! Dobry do szpiku kości! My, ludzie, dzielimy, wybieramy do kogo nam bliżej, gdzie możemy ubić więcej interesów, również tych duchowych.

A gdyby tak po prostu żyć razem, obok siebie i z sobą? Bez względu na to, co nas buduje?

Kochajmy ludzi ze względu na to, że są. I tylko dlatego…!

Bądź pierwszym, który skomentuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *