Przejdź do treści

Owacje na stojąco.

Bardzo często mam tak, że kiedy zobaczę jakiś dobry film, to rezonuje on we mnie jeszcze przez pewien czas.

Niedawno obejrzałem „Cudownego chłopaka”. Żeby niczego nie spoilerować – jedno zdanie. Kiedy chłopiec płacze i mówi swojej mamie, że jest brzydki, że ludzie boją się jego dotyku, ona mówi mu o wartości każdej blizny, którą ma na twarzy. Pokazuje mu zmarszczki i – pół żartem, pół serio – wspomina, które wydarzenia z jej życia są odpowiedzialne za poszczególne znamiona na jej skórze.

Dzień po obejrzeniu filmu, jadąc tramwajem do pracy, zobaczyłem chłopaka z mocno wytatuowanymi dłońmi. Lubię tatuaże. Te jednak były nieestetyczne, trochę straszne. Jak zwykle, czego oczywiście za moment zacząłem żałować, oceniłem go. Potem popatrzyłem mu w oczy. Wielkie, niebieskie, życzliwe. Ale smutne.

Nasza twarz, skóra, uśmiech, ale chyba szczególnie oczy, opowiadają historię. I wcale nie muszą płakać, żeby odczytać z nich coś istotnego.

Nikt z nas nie jest brzydki. Nosimy tylko na naszym ciele blizny, rany, ślady po walce. Czasami nikt tej walki nie jest w stanie zrozumieć. I podobnie jak Julia Roberts, matka z filmu, nie usunie z twarzy zmarszczek, podobnie jak chłopak z tramwaju nie zmaże tatuaży, tak Bóg nie może i nie chce usuwać nas ze swojego serca. Jesteśmy Jego znamieniem, Jego niezmywalną częścią.

I dlatego każdy z nas jest piękny. I każdy z nas zasługuje na owacje na stojąco!

PS. Na zdjęciu miejsce spotkania z Tym, Który Jest!

Bądź pierwszym, który skomentuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *