Przejdź do treści

Patrząc z góry Posty

Nie obok. Razem.

Postanowiłem się wczoraj jakoś religijnie podbudować, więc poszedłem na majówkę do franciszkańskiej bazyliki w Krakowie. Już na krużgankach spotkałem znajomych, więc „gadka-szmatka”, „co tam u Was” i w ogóle. Ruch jak w ulu. Kilka sal zajętych przez różne grupy i akcje, które na co dzień dzieją się przy kościele braci. W jednej salce Kurs Alpha, w drugiej uwijają się z dywanami, bo za 30 minut rozpoczyna się czuwanie w duchu Taize. Obok, w bazylice, trwa Msza Święta, po której zostaną zainaugurowane majówki w dość rozbudowanej formie (jeden ikos Akatystu, potem litania na wybraną przez kantorów melodię, krótkie słowo kapłana, potem pieśń maryjna). Miałem wczoraj też wielką ochotę wybrać się do pokoju modlitwy, który animuje wspólnota Głos na Pustyni.

Zostaw komentarz

Moje imię? Owca.

Dostałem jakiś czas temu od moich przyjaciół niewielki prezent. Przywieźli go z Włoch. Krzyż z podobizną Jezusa, Dobrego Pasterza, który na swoich ramionach niesie zmęczoną owcę. Ponieważ bardzo mi się spodobał, od razu poprosiłem mojego przyjaciela diakona o to, aby go pobłogosławił. Z dumą nosiłem go schowanego pod koszulą. Czułem się z nim bardzo bezpieczny. Przypominał mi kim jestem ja, a kim jest Dobry Pasterz, który „oddał swoje życie za owce.” (J 10, 15c) Z czasem krzyż wylądował na półce. Trochę zapomniany, trochę jakby niepotrzebny. 

Zostaw komentarz

„Cieszę się że jesteś ze mną, Samie. Tutaj, w ostatniej godzinie świata.”

Zabieranie się za tekst o przyjaźni kojarzy mi się z próbą przejścia jakiejś niesamowicie wysokiej góry. Dla mnie to trochę szaleństwo, brawura i swojego rodzaju głupota. Nie wydaje mi się, żeby udało mi się choć trochę ująć w słowa to, czego doświadczyłem w ciągu całego mojego życia, a co wyraźnie zobaczyłem, poprzez filmowy obraz w czasie kolejnej już nocy spędzonej w kinie na maratonie reżyserskich wersji kultowego filmu „Władca Pierścieni”. Spróbuję przynajmniej liznąć tego, co zobaczyłem w tym filmie po raz kolejny. Kilka scen rozwala mnie zawsze bardzo mocno.

Zostaw komentarz

Czarne kropki na żółtych skarpetkach

Dystansu do siebie, do swojego wyglądu, ale w pewnym stopniu również do życia nabieram ostatnio w bardzo prosty sposób. Można by nawet powiedzieć, że w bardzo dziecinny, infantylny, niepoważny. Skarpetki. Mam fazę na te dziwne, kolorowe, niepasujące do żadnej części ubioru. A ponieważ moi przyjaciele zauważyli ten mój nowy sposób wyrażania siebie, więc na urodziny sprezentowali mi dość sporą kolekcję. Są w piwa, w niedźwiedzie jeżdżące na rowerach, są w tukany, w samochody, w ptaszki czy w inne banany.

Zostaw komentarz

Kraty i kajdany

Mam ostatnio bardzo dużo przemyśleń na temat sprawiedliwości, o którą, jako ludzie, przecież walczymy każdego dnia. Wszystkie kodeksy, zasady, przykazania, zarówno w życiu społecznym, jak i zawodowym czy religijnym, istnieją po to, żebyśmy mieli w ręku narzędzia, którymi można się posłużyć wymierzając kary, albo po prostu wyciągając odpowiedzialność za taki czy owaki występek. Niektóre odpowiedzialności znamy już na pamięć: 50 zł za przejście nie na pasach, ale już 100 zł za przejście na czerwonym świetle. Za zabójstwo z premedytacją – dożywocie, za kradzież – albo duża grzywna, albo zawiasy. I przykładów mnożyć można bez końca, wszak kodeksy są niesamowicie grube i okazałe.

Zostaw komentarz

Spotkanie z kratą pośrodku

Jest w Krakowie taki kościół, który, kiedy na niego patrzę przechodząc obok, wywołuje we mnie niebywale silne emocje. Po prostu bardzo pokochałem to miejsce. Ten zapach, to bardzo kameralne i spokojne miejsce, ta cisza i te siostry, które są dla mnie niesamowitym świadectwem życia. Kościół św. Andrzeja przy ulicy Grodzkiej to taki mój drugi krakowski dom. Jestem tam zawsze wtedy, kiedy muszę podjąć jakąś ważną decyzję, albo kiedy nie wiem, co mam zrobić, kiedy od życia obrywam i mam ochotę zakopać się pod ziemię. Prawie codziennie chodziłem tam wtedy, kiedy rozgrywały się moje studia i kiedy praktycznie za każdym razem wychodziłem z dziekanatu załamany.

Zostaw komentarz

Niesłuszne więzienie? Nie z Bogiem!

Nie oglądam telewizji, zwłaszcza tej informacyjnej, serwisowo-porankowo-śniadaniowej, ani tej publicystycznej. Musiałbym być jednak głuchy i ślepy, żeby nie dostrzegać sytuacji, którą żyje prawie cała Polska. Mowa o niesłusznie kiedyś skazanym na więzienie młodym mężczyźnie, który po wielu latach wychodzi na wolność. I nie zamierzam w tym poście poruszać politycznych tematów, ani nawet nie zamierzam nikogo oceniać, komentować sytuacji. Mam tylko jedną potrzebę na powiedzenie czegoś „wszem i wobec”. 

Zostaw komentarz