Przejdź do treści

Relacja ponad prawem. Dla mnie? Zawsze!

Już dawno tak bardzo nie przemówiły do mnie czytania liturgiczne. Dziś List do Hebrajczyków potwierdził mi to, o czym myślę już od dawna. Gdzieś w głębi serca przeczuwałem, że to co myślę może mieć sens, ale ponieważ wszyscy jesteśmy wychowani w świecie nakazów i zakazów, nagród i kar, tego, co wypada i czego nie wypada, obawiałem się, że mogę być w błędzie. Mam jednak poczucie, że do tych właśnie przemyśleń zaprasza mnie nasz Dobry Tata.

No to na początek treść tego czytania.

Bracia: Chrystus przychodząc na świat mówi: „Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę. W zwoju księgi napisano o Mnie, abym spełniał wolę Twoją, Boże”. Wyżej powiedział: „Ofiar, darów, całopaleń i ofiar za grzechy nie chciałeś i nie podobały się Tobie”, choć składa się je na podstawie Prawa. Następnie powiedział: „Oto idę, abym spełniał wolę Twoją”.

Wiele naszych modlitw, praktyk religijnych czy wyrzeczeń jest podyktowane myśleniem, że my coś jesteśmy Bogu winni. No bo popatrzcie: kiedy zrobimy coś złego drugiemu człowiekowi, to wypada jakoś mu to zadośćuczynić. Nie jest to oczywiście złe. Zło trzeba naprawić. Natomiast kiedy przerzucamy to na relację z Bogiem, to zaczyna robić się ślisko. Czy my musimy coś Bogu oddawać? Co ma za zadanie składanie różnych ofiar, mniejszych lub większych? Jaki jest tego sens?

Myślę, że wielu z nas poczuwa się do winy, a to, w jaki sposób postępujemy, często ma za zadanie Boga przejednać, przekupić, ubłagać, albo w różny sposób pozyskać. Kiedy On, zły, patrzy na nas i grozi palcem, my jako dzieciaki przychodzimy do Niego ze słodką miną, z laurką zrobioną własnoręcznie i mamy nadzieję, że już nie będzie nam tego nigdy pamiętał. Nawet nasze posty, choćby piątkowe. Czy wszyscy rozumiemy, po co są?

Do Hebrajczyków zostało powiedziane, że Chrystus, który przychodzi na świat, a czego jesteśmy świadkami co roku (obchodząc Święta Bożego Narodzenia), ale również codziennie, kiedy uczestniczymy w Eucharystii, mówi, że Jego Ojciec nie chce całopaleń i ofiar. Jestem przekonany, że – oczywiście – Bóg nimi nie gardzi, ale podobnie jak rodzic przymyka oko na niedoskonałą próbę poprawy zachowania, tak Bóg z lekkim uśmiechem patrzy na nasze próby przejednania Go poprzez nasze czyny, ofiary, wyrzeczenia… Podobnie dziś wypowiedział się kaznodzieja, który mówił homilię w czasie Eucharystii, w której uczestniczyłem. Bo czy to naprawdę chodzi o prawo? Nie jeść mięsa w piątek. Nie bawić się w Poście. Robić to, tamto, czy owamto. To wszystko, choć ważne, nigdy nie będzie istotą.

O relację chodzi! Bo czym jest post w piątek bez przylgnięcia sercem do Tego, który właśnie w piątek zechciał oddać za nas życie? Czy dał się trochę? Albo niedoskonale? Nie! On oddał się w ręce ludzi bez reszty.

Czym nietańczenie i niebawienie się w okresach pokuty, jak nie wielkim pragnieniem, żeby cała nasza rzeczywistość była poddana Temu, który nie wahał się ponieść dla mnie cierpień nie do wytrzymania?

Nie chcę składać ofiary, ale idę pełnić Twoją wolę Boże! – co to oznacza? Bóg jest godzien wszystkiego, co dobre, co najlepsze. A ponieważ bardzo dobrego stworzył człowieka, to właśnie ja sam, moje serce, jest dla Niego najwspanialszym darem, którego ode mnie oczekuje Stwórca. Bóg chce, abyśmy byli nie ślepymi wykonawcami prawa, którego i tak ani nie rozumiemy, ani w pełni sercem nie przyjmujemy, ale przyjaciółmi, z którymi może podzielić się wielkim planem zbawienia całego świata, w mocy Ducha Świętego, przez ofiarę swojego Jednorodzonego Syna. On uwolnił nas i wyswobodził z potrzeby wykonywania prawa. Stare przeminęło. Mamy nowe. Wydoskonalone.

I pewnie narażę się niektórym, kiedy powiem – tak, wolę, żeby ktoś nie pościł w piątek, ale żeby w imię Jezusa podał rękę bezdomnemu. Nie wiem, szukam, pytam. Ale przeczuwam w głębi serca, że nie jest to zły trop. Oczywiście – uznaję wszystko to, co mówi do mnie Kościół i staram się szczerze to wykonywać. Natomiast zdaję sobie sprawę, że nasze drogi nie są takie same i wiem też, że Bóg to nasze szukanie akceptuje.

Chrześcijaństwo zawsze wydawało mi się prostsze niż o nim mówimy. Po prostu bądźmy Jego Dziećmi. Wszyscy. Tak jak On tego chce, a nie jak my sobie wymyśliliśmy.

Nie zamykajmy dróg, które Bóg nam otworzył.

Bądź pierwszym, który skomentuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *