Przejdź do treści

Spotkanie z Bogiem na murawie

Dwa tygodnie temu byłem na meczu w Rzeszowie. Na piłce nożnej znam się tyle, co moja babcia na komputerach. Wiem jednak, że pewnego rodzaju etykietą, albo może inaczej – zwyczajem praktykowanym przez niektórych piłkarzy, jest robienie znaku krzyża w momencie wbiegania na murawę. Dowiedziałem się, że niekiedy jest to gest automatyczny, często niewiele znaczący. Jednak ten, który wtedy w Rzeszowie zobaczyłem musiał oznaczać coś wyjątkowego. To było spotkanie.

Samo Pismo Święte zachęca nas, żebyśmy wszystko co robimy, robili na chwałę Boga. I teoretycznie jest to dla nas zrozumiałe. Rozbijamy się jednak o praktykę. Bo jak, na przykład, jeździć na desce na chwałę Bożą? Albo jak opiekować się dzieckiem na chwałę Bożą? Chodzić na zajęcia na chwałę Bożą? Jeść obiad na chwałę Bożą? Wiem. Wybieram dość dziwne przykłady, ale skoro wszystko, to wszystko. Jak żyć w oparciu o Bożą Miłość i jak sprawić, aby mieć jej nieustanną świadomość? 

Trzeba by wyjść od pewnika, że Boga interesuje naprawdę każdy moment i każda dziedzina naszego życia. Już będąc w Oazie, za młodu, słyszałem nie raz i nie dwa, że Boga mamy zaprosić do najdziwniejszych i najbardziej poukrywanych miejsc w naszym sercu. Natomiast nigdy nie potrafiłem tego zrobić. Wydaje się, że tamten piłkarz obczaił, o co tak naprawdę chodzi…!

Powierzanie Bogu wszystkiego, czym żyjemy – to klucz. Jeśli dla nas programowanie, albo pisanie aplikacji jest czymś, co nas jara – to tak, Boga też to obchodzi! Jeśli naszą pasją jest chodzenie po górach, to On też chce tam z nami być. Czeka na zaproszenie, a taki gorliwie zrobiony znak krzyża oraz podniesienie do góry rąk w geście oddania i uwielbienia, może być drzwiami, przez które z wielką radością i wzruszeniem wejdzie Dobry Ojciec, który chce uczestniczyć nie tylko w momentach radości i pokoju, ale też w chwilach stresu, niepewności i strachu. Przecież Jemu zależy na naszych sukcesach!

Nie będę ukrywał, że pienię się ze złości, kiedy ktoś próbuje zbić mnie z tropu i udowodnić, że Bóg siedzi gdzieś tam daleko i guzik obchodzi Go moje i Twoje życie, że ma ważniejsze rzeczy na głowie, wszak wojen i głodu, chorób i nieszczęść na świecie nie brakuje. A jeśli powiem Ci, że rzeczywistością, która obchodzi Go najbardziej jesteś Ty sam? Uwierzysz?

Mam głębokie poczucie, że znak krzyża zrobiony przez rozpoczęciem prozaicznych czynności w naszym życiu jest momentem, w którym Bóg błogosławi naszą codzienność, a granie w piłkę może być czasem spotkania Boga ze swoim dzieckiem, które wypatruje wzroku ojca i oczekuje aprobaty i uśmiechu przepełnionego dumą. Wtedy nasza praca, odpoczynek, hobby – to czas relacji Dobrego z dobrym (bo przecież nasze serce jest właśnie takie – dobre i wciąż szukające Boga).