Przejdź do treści

Spotkanie z kratą pośrodku

Jest w Krakowie taki kościół, który, kiedy na niego patrzę przechodząc obok, wywołuje we mnie niebywale silne emocje. Po prostu bardzo pokochałem to miejsce. Ten zapach, to bardzo kameralne i spokojne miejsce, ta cisza i te siostry, które są dla mnie niesamowitym świadectwem życia. Kościół św. Andrzeja przy ulicy Grodzkiej to taki mój drugi krakowski dom. Jestem tam zawsze wtedy, kiedy muszę podjąć jakąś ważną decyzję, albo kiedy nie wiem, co mam zrobić, kiedy od życia obrywam i mam ochotę zakopać się pod ziemię. Prawie codziennie chodziłem tam wtedy, kiedy rozgrywały się moje studia i kiedy praktycznie za każdym razem wychodziłem z dziekanatu załamany. Jeśli wejdziesz tam w okolicy 12.00 usłyszysz, jak modlą się siostry klaryski. Odmawiają brewiarz. Południowa Godzina w brewiarzu brzmi tam wyjątkowo. Czasem wołałem jedną z sióstr, która siedziała schowana za jednym z filarów.

– Psssst! Siostroooo! – krzyczałem szepcząc.

Zazwyczaj obrywałem spojrzeniem. Ale zawsze wstawała ta pobożna zakonnica, łapała mnie za rękę i jak jakiś Anioł Stróż dodawała otuchy. Czasem nawet niewiele mówiliśmy. Ona tylko trzymała mnie za ramię i mówiła, patrząc mi głęboko w oczy, że wszystko będzie dobrze, że Pan Bóg JEST i czuwa. Krzyczała, że to ja nie umiem go usłyszeć, że jeszcze nie rozumiem, o co Mu chodzi, ale żebym był cierpliwy, bo już niedługo wszystko się rozwiąże i zrobi się jasno, jak nigdy wcześniej. Czasem uważałem, że mówi to tylko dlatego, że tak wypada. Czasem jednak mocno wierzyłem w jej słowa. Innym znowu razem opierałem się tylko i wyłącznie na przekonaniu, że Bóg jest dobry.

Dzisiaj znowu tam byłem. Spotkałem tę samą klaryskę. Popatrzyła na mnie i powiedziała:

– Rafałku! Wyglądasz świetnie!
– A dziękuję siostro! Trochę schudłem!
– A głupiś Ty! Duchowo wyglądasz dobrze! Lepiej niż ostatnio! Widzę, że u Ciebie wszystko się układa!
– Noooo, siostro! W końcu Bóg… – nie zdążyłem dokończyć, bo przerwał mi stanowczy głos siostry.
– On zawsze się się Tobą zajmował! – powiedziała mocno i delikatnie jednocześnie.

Zastanawiam się, jak to jest, że kiedy cierpimy – wszystko na twarzy jest zapisane, jak na białej kartce. Czy widzą to wszyscy? Nie. Są jednak miedzy nami osoby, które po prostu czytają z twarzy każdą emocję, nawet tę, która jest bardzo schowana, ukryta ze strachu przed oceną. To strasznie piękne, bo uczy mnie, że Bóg użycza swojego kochającego serca ludziom, z którymi na co dzień żyjemy. I ich troska często jest tą Bożą troską o każdego z nas.


 

Na zdjęciu poniżej miejsce mojego częstego spotkania z tą dobrą kobietą. I z Dobrym Bogiem – oczywiście.

Bądź pierwszym, który skomentuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *