Przejdź do treści

Szarość

Pracuję w gastro. Przychodzi do nas często mężczyzna, który, co tu dużo mówić, sporo w życiu przeszedł. Widać to po jego twarzy, po jego ciele. Zresztą, sam mi nawet trochę opowiadał. Wygląda tak, że spokojnie co drugi z nas mógłby ocenić go bardzo niedobrze, jako menela, albo co najwyżej człowieka, z którym nie warto się zadawać.

Dzisiaj przez cały dzień lecą w naszym lokalu mundialowe mecze. Przyszedł nasz codzienny przyjaciel, stanął w drzwiach, i palcem pokazuje na ekran.

Ale fajnie, że pokazujecie mecze! – mówi. Swego czasu nie odpuściłem ani jednego.

Coś tam pogadaliśmy, zamówił, usiadł. Nagle wraca do mnie i mówi:

Mam nawet taką karteczkę z grupami. Wiesz: A, B, C… Wszystko sobie zapisuję!

Obśmiałem się z nim, dokończyliśmy rozmowę, on wrócił do jedzenia, a ja do pracy. Została we mnie pewna myśl, która jest pewnie jakimś echem mojej posługi, którą miałem zaszczyt pełnić przez rok w Dziele Pomocy św. Ojca Pio w Krakowie. Tam spotkałem się z potrzebującymi i bezdomnymi, uzależnionymi i ubogimi moimi braćmi i siostrami, a oni uczyli mnie, że wartość ludzkiego życia absolutnie nie jest uwarunkowana posiadaniem. Fajnie jest, kiedy mamy! Uważam więcej – należy nam się przynajmniej minimum socjalki, żebyśmy mogli godnie żyć. Nie wszyscy mamy jednak taką szansę. Ale oceniać nam jest łatwo. Robimy to zazwyczaj z perspektywy ciepłego kocyka i kawy z ekstra dodatkami. I pytanie: czy obejrzenie w spokoju meczu może być dla niektórych z nas luksusem? Może.

Kiedy to się stało? W którym momencie naszego życia uczymy się podziału na „nas” i „was”, albo na „fajnych” i „niefajnych”? Kiedy uczymy się pogardy, albo nadętego mniemania o sobie samym? Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy z nas jest w stanie wyjść potrzebującemu naprzeciw. Tylko z drugiej strony pytanie: dlaczego tego nie potrafimy? Czego się obawiamy? Spotkania? Konfrontacji?

Żeby nie było. Ja nikogo nie oskarżam, ponieważ sam często nie jestem w stanie być życzliwym. Po prostu głośno się zastanawiam. A może w naszym podejściu chodzi po prostu o spojrzenie na każdego z ludzi wzrokiem przyjaznym i nieoceniającym? Nigdy nie wiemy, co siedzi w człowieku, jaka jest jego historia i co tak naprawdę sprawiło, że jest w takiej, a nie innej sytuacji. Wiele rzeczy się ze sobą łączy. Jedno wynika z drugiego. Życie to taka zabawa w domino. Jeden klocek popycha drugi i tak sobie leci. Albo czasem przypomina trybiki, które sami sobie ponakręcaliśmy. No albo zrobił to za nas ktoś inny. Nie zawsze życzliwy.

Sens tego wpisu: nie oceniajmy. Nic nie jest czarno-białe. Zresztą nie musi być. Szarość też jest spoko.