Przejdź do treści

Taka jest moja wiara. Wiara faceta.

Żadne to odkrycie, że każdy z nas wierzy trochę inaczej, trochę jakby po swojemu. Czasem, kiedy ktoś w swojej wierze trochę odstaje, to bez zbytniego doszukiwania się zaobserwujemy zjawisko, w którym delikwent zostaje oceniony. Albo przynajmniej zostanie mu zwrócona uwaga, „że chyba za dużo sobie pozwala.”, „że tak nie wypada”, „że tak nie przystoi porządnemu chrześcijaninowi.” Tylko czy istnieje w ogóle taki ktoś, jak porządny chrześcijanin? Śmiem wątpić.

Wszyscy zgrzeszyli i wszyscy pozbawieni są chwały Bożej. Tak mówi św. Paweł do wierzących Rzymian. Bez Bożej pomocy nas nie ma. Nie istniejemy. Nie żyjemy w pełni. Czym jest zatem to „życie na pełnej petardzie”, o którym, każdy z nas, marzy po nocach? Chciałbym Wam opowiedzieć o moim postrzeganiu wiary. A szczególnie tej, która jak lawa z wulkanu wybucha z faceta. Autentycznego i nawróconego.

1. Nie oglądam się na to, co mówią inni.

I to wcale nie jest dziwne. Już nawet nie chodzi o nasze chrześcijaństwo, ale dobrze jest, kiedy mężczyzna robi tylko te rzeczy, do których jest przekonany. No bo albo jesteś w czymś na 100%, albo zawsze jesteś rozdarty. Taki jakiś nieswój. Nieprzekonany do słuszności sprawy. I nie dziwie się, że wtedy odczytują nas jako nieautentycznych. Weź przestań zastanawiać się, co o Tobie pomyślą. Nie oczekujmy, że będziemy chwaleni za wiarę. Nie będziemy. Już Jezus o tym mówił do swoich uczniów. Ale tak, to brzemię jest lekkie i słodkie.

2. Z Bogiem rozmawiam po męsku.

Oczywiście nie jestem przeciwnikiem uległości względem Stwórcy, ani nie uważam, że nie należy Mu się wszelka chwała, cześć i uszanowanie! Ale nie chcę z Nim rozmawiać, jak z nauczycielem rozgniewanym za moje zachowanie. Jeśli coś zrobię, to niech na mnie nawrzeszczy, a potem niech idzie się ze mną przespacerować, a na koniec niech wypije ze mną piwo! Obraz może niektórych zbulwersuje, ale nie wyobrażam sobie tego inaczej. Jeżeli ja mam oddać Jezusowi całe moje życie, to chcę to zrobić całkowicie zaangażowany, prawdziwy, szczery. Chcę przeklnąć, jeśli tego potrzebuję, chcę na Niego wrzasnąć i ze szczerością zapytać: „Czemu to się dzieje akurat mnie?! Czemu mi to robisz?!” Ale zaraz potem chcę rozpłakać się – jeśli tego będzie potrzebowało moje serce – i chcę prosić Go, jako Pana wszelkiego dobrego, żeby mnie nie zostawiał samego i żeby uczył mnie nosić krzyż tak, jak On to robił.

3. Boga traktuję jako druha, nie jako czyhającego na mój upadek strażnika.

Wierzę, że Jezus chce iść z nami wszędzie tam, gdzie my idziemy. Kojarzycie takie sytuacje z Waszego życia, że kumpel mówi Wam: „Nie idź tam, to nie jest dobry pomysł. No stary. Zaczekaj.” – a potem wkurzając się i przeklinając pod nosem idzie z Wami, żeby być Waszymi plecami, gdyby przypadkiem coś złego miało się wydarzyć. Czasami ludzie zadają pytanie: „Gdzie byłeś, kiedy mi to robili? Gdzie byłeś? Jak mogłeś na to nie reagować?” Wielka jest wiara człowieka, który uzna, że Bóg był tam obecny, że wszedł w ten syf, żeby po prostu z NAMI BYĆ. Tyle. Jego obecność przemieniała to, co brudne.

4. Tylko On daje mi siłę.

Nie alkohol, nie seks, nie kasa, nie relacje za wszelką cenę, nie idealna praca, nie hobby, nie kolejna wspólnota, nie dziesięcina, nie setny wolontariat, nie sukces społeczny i zawodowy. Tylko Jezus jest w stanie dać mi siłę na przezwyciężenie wszystkiego, co trudne. Tylko On ma moc przemieniać rzeczywistość od podszewki. Co więcej, tylko On jest w stanie z największego grzechu wyciągnąć dobro. I nie jest to slogan. Widziałem to na własne oczy! Widziałem, jak ludzie z największego upodlenia wstają silniejsi i mówią: „Dziś, choć nigdy bym już więcej nie chciał tego doświadczyć, dziękuję Bogu za to doświadczenie. Nauczyło mnie wiele. Jestem dziś inny.”

5. Zaspokojenie – to On zna czas.

Walczymy, pracujemy, siłujemy się i nie widzimy sensu. Jeśli uznasz, gościu, że nie od Ciebie zależy przemiana wody w wino, ale, że to Jezus decyduje o tym momencie, będziesz swobodniejszy. Zajmiesz się tym, co jest tu i teraz, a nie „tam i potem”. Uwalniająca jest ta świadomość, że ja nic nie muszę, że już dawno wszystko złożyłem pod nogi Jezusa i że wypowiedziałem znamienne słowa „bądź wola Twoja” z pełną świadomością, że nie jest to czary-mary, ale realna prośba o zamianę naszej woli na Jego pragnienia.

6. Irytacja sobą i ludźmi będzie dobra tylko z Jezusem w tle.

Jesteśmy porywczy. Jak nam się coś nie podoba, to zdecydowanie lepiej wywalić to szybko, a potem wziąć z tego lekcję i zacząć autentycznie zmieniać rzeczywistość wokół nas. Bo obgadywanie, omawianie, zastanawianie się, co by można zrobić – wcale dobrej zmiany nie zwiastuje. Będziemy się paplać w błotku czyjegoś grzechu, który koniec końców i nas wciągnie po same uszy. Idź. Po męsku powiedz i człowiekowi i Bogu, co Ci leży na żołądku. Autentyczny bądź. Cokolwiek posiadasz w plecaku swojego temperamentu – luzuj. Bóg się tym nie zraża. Sam dał Ci charakter taki, jaki uznał za najlepszy dla Ciebie samego. Nie ma złych emocji. Możesz się wkurzać – ale potem wykorzystaj to ku dobremu.

***

Nie znam innego Boga, jak Tego bliskiego, wyrozumiałego, wymagającego i delikatnego jednocześnie. Boga-Przyjaciela, Boga-Brata, Boga-Tatusia, Boga-Kumpla, Boga-Zbawiciela, Boga-Sędziego, Boga-Przyjaciela, Boga-Lekarza. On naprawdę przerasta nasze najśmielsze oczekiwania i wciąż wymyka się naszemu rozumieniu. Jak tylko Ci się wydaje, że już złapałeś sens Jego istoty, to – szczerze mówiąc – powinieneś zacząć wszystko od nowa. Tylko z Nim będziemy w stanie zrozumieć, kim On jest naprawdę. Tych Duch może nas o tym przekonać.

***

Taka jest moja wiara. Taka jest wiara, której wyznawanie jest moją chlubą. Taki jest mój Bóg, którego kocham nad życie i który – jak wierzę – kocha bezgranicznie również mnie. Aż do śmierci. Aż po krzyż.

Bądź pierwszym, który skomentuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *