Przejdź do treści

To mnie wkurza w Kościele!

Czy Kościół może wkurzać? Czy to, co dzieje się w naszej wspólnocie, która jest kochana przez tak wielu, może wyprowadzać nas z równowagi i doprowadzać nas do szału? No pewnie może. Ja natomiast chciałbym zadać inne pytanie: „Po co?”

Przecież wiem, że jako Kościół nie domagamy w wielu kwestiach. Ale tak jak wygląda nasze życie, tak jak wyglądają nasze rodziny, dokładnie tak samo wygląda nasz Kościół. I w domu znajdziesz zachowania, z którymi się nie zgodzisz, a i nie raz ktoś z Twoich krewnych doprowadził Cię do szału. No ale nie zostawiasz i nie rzucasz rodziny dlatego, że różnicie się charakterami.

Szczerze nie potrafię zrozumieć tych wszystkich, którzy zakładając nogę za nogę siadają z ciepłą kawką w ręku i zaczynają „litanię do grzechów Kościoła”: tu brak pokory, tu listy duszpasterskie, tu bogactwo, tu natomiast zbyt duża powściągliwość, brak organizacji, za mało młodzieży, a trzy babki w czterech wspólnotach. Nie potrafię zrozumieć, jaki to ma cel. Co zmieni nasze mówienie?

Jest zatem jedna rzecz, która mnie w Kościele potrafi wkurzyć do czerwoności. My sami. Brakuje otwartego serca i zrozumienia, by „przyjąć” do Kościoła tych, którzy do niego nie pasują, w ludzkim tego słowa znaczeniu. Oceniający wzrok, kiedy ktoś, w ramach jednej wspólnoty, myśli inaczej, szuka gdzieś indziej, dopytuje o to, o co my nie mamy odwagi zapytać. Przecież nie musimy być tacy sami. Denerwuje mnie, że jako chrześcijanie chcemy wkładać wszystkich do jednego worka, że największe grzechy utożsamiamy z człowiekiem, a nie z tym, który ludzi doprowadza do pokusy, a potem do upadku. Irytuje mnie, że zanim wysłuchamy historii, to już mamy odpowiedź i wszelkiego rodzaju rady. Dziwi mnie, że zawsze potrafimy „dobrze radzić”, że zawsze mamy coś do powiedzenia. I ten beznadziejny tekst: Ja na tym miejscu bym nigdy tak nie zrobił! Denerwuje mnie pewność, że „mnie to nie dotyczy.” Serio? Jesteś taki pewny swoich sił? A jak kiedyś Ci ich zabraknie? Dalej będziesz taki surowy w ocenie?

Przykro mi, kiedy ludzie Kościoła (cały czas mam oczywiście na myśli również siebie!) stają się antyświadectwem. Z Bogiem na ustach, a w ręku z kodeksem. I wiadomo – to dotyczy każdej dziedziny naszego życia: od moralności dnia codziennego, po ciężkie wybory, o których huczą media. Niby ludzie miłosierdzia, ale w pewnym momencie można usłyszeć: No to już bez przesady! Dla takich nie ma przebaczenia!

Umieram z bólu, kiedy w swoim życiu widzę, jak wszystko się rozjeżdża. I to jest to, co mnie wkurza w Kościele! 

Ale jeszcze jedno. Wiem, doświadczyłem tego, widziałem to niejeden raz – Kościół nie jest nasz. Nie mamy do niego prawa. On jest Jezusowy. Dlatego nie smuci mnie grzech w Kościele, a kolejne reportaże i newsy o wykroczeniach kapłanów, zakonników, misjonarzy, ludzi Kościoła mnie nie interesują. Za bardzo znam Kościół, żeby dać się na to nabrać. Za wiele lat spędziłem na poznawaniu Kościoła od środka, we wspólnotach, żeby być złym z powodu ludzkich upadków i wad. Bóg Kościół uświęca. Bóg Kościół umacnia i nadaje sens ludzkiej słabości. Nie ma dla nas innego zapewnienia – „bramy piekielne go nie przemogą.”

Potrzeba Ci więcej zapewnień? Bycie w Kościele to ciężka praca! Praca nad sobą. Chciałbym kiedyś mieć od tej pracy zmęczone ręce, chciałbym, żeby moje ramię było obolałe od niesienia ludziom pomocy. Od wkurzania się – nic się nie zmieni.

Bądź pierwszym, który skomentuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *