Przejdź do treści

#wakacjezBogiem – od lat wciąż w tym samym miejscu

Zawsze kiedy jeździłem na Oazy słyszałem od moich równieśników, że dla nich rekolekcje to czas ładowania akumulatorów na cały rok. No, nie było bardziej irytującego mnie zdania. To taki frazes pozbawiony sensu, nic nie wnoszące porównanie, nie mające żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości. Teraz patrzę na to trochę inaczej…

Piszę do Was z FSMu. Dla mnie dorastającego we franciszkańskim światku Franciszkańskie Spotkanie Młodych to obowiązkowe dwutygodniowe bycie „poza światem”. Wyjechać na koniec świata, na łąki leżące przy ukraińskich granicach, gdzie telefony przestają łapać sieci polskich operatorów, gdzie mgła roznosi się po górkach tak, że zapiera dech w piersiach – to wszystko stało się sposobnością do prawdziwego spotkania.

Mówi się, że „dzisiejsza młodzież to czy tamto.” Kiedyś jeździłem tu jako licealista, potem jako student. Zawsze jako posługujący. Patrzyłem na tych młodych. Widziałem, jak się zmieniają. To były zawsze jedyne dwa tygodnie w roku, kiedy się spotykaliśmy. W ciągu roku życzenia urodzinowe, krótka gadka. Ale na co dzień sobie obcy i nieobcy jednocześnie. Wiedziałem, co się u nich dzieje. Martwiłem się. Modliłem. Mijał rok i znowu się widywaliśmy. Więcej – rozmawialiśmy tak, jakbyśmy widzieli się tyle, co wczoraj. I wiem, że to brzmi strasznie prostacko – ale tak, byli mi bliscy, choć mieszkali daleko, a przegadane godziny wcale nie wypadały mi z głowy przez długie tygodnie. Przychodził lipiec i znowu spotkanie. Zawsze tak samo radosne.

Dzisiaj znów tutaj jestem. To już dziesiąty raz. Boże. Ile się zmieniło… Chyba wszystko co mogło mi się w życiu powywracać to właśnie postanowiło to zrobić. Jestem innym człowiekiem. Widzę świat inaczej. Chyba wyraźniej. Wciąż jednak dostrzegam, jak bardzo ten czas zmienia ludzi. Część z nas dorastała spokojnie, inni…? Inni chorowali, i z chorób wychodzili, przyjeżdżali sami, teraz z rodzinami, wcześniej bez nałogów – teraz zniewoleni. Część dokładnie odwrotnie… Wszystko, co mogło się zmienić – zmieniło się. Został tylko On, ciągle taki sam.

Te Eucharystie zawsze takie piękne. Modlitwa zawsze tak gorąca i pełna emocji i wzruszeń. Cisza łąk wciąż ta sama. I to poczucie, że jest się u siebie w domu, że tu nie potrzeba nikogo udawać, że życie, choć nas wymęczyło, tutaj jakby dawało trochę więcej luzu. Tu nawet szczere i trudne rozmowy zawsze miały dobre zakończenie. Wiecie – mały światek, z Bogiem na czele. Z Bogiem, który tu wydaje się na wyciągnięcie ręki.

Teraz po latach inaczej patrzę na tę kochaną gimbazę, która klęczy przy kratkach konfesjonału. Inaczej patrzę na tych, którzy przychodzą do mnie, jako do swojego straszego BRATA i mówią: „Tak, wciąż go nienawidzę! Ale chyba mniej niż kiedyś. Coś się zmienia. KTOŚ mnie zmienia…!” Wzruszam się do głębi, kiedy widzę, jak podnoszą ręce w szczerej modlitwie. Porusza mnie każde ich spojrzenie, bo choć tak bardzo zmasakrowani przez świat, wciąż są czyści i niewinni.

Jak Ty Boże musisz kochać nas, skoro prowadzisz nas po tych wakacyjnych drogach od tak wielu lat!

Jeśli tylko chcecie zobaczyć, co się u nas teraz dzieje, to wbijajcie tu: https://fsm.franciszkanie.pl

fot. Biuro Prasowe FSM (https://fsm.franciszkanie.pl/dzien-3-foto-3/)